Witam na moim blogu


Sam już nie wiem, po co piszę tego bloga. Może dlatego, że istnieje już ponad dwa lata i szkoda mi skasować kawał mojej historii, więc dopisuję kolejne odcinki.

Ciekawie czasem cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie jak to było.

Czasem piszę też artykuły na inne tematy. Piszę też na Facebooku, więc jakieś zdjęcia i głupotki możecie tam znaleźć - bardziej na bieżąco, ale mniej osobiście i treściwie.

Gwiazdka 2011

Do Świąt Bożego Narodzenia miałem bardzo pracowity okres. Od prawie dwóch lat robię programy dla Tv Asty, premiery są w pierwszy i trzeci piątek miesiąca MotoWizja, a drugi piątek miesiąca Tylko Dla Kobiet, więc do 16 grudnia byłem zajęty, tym bardziej że w między czasie mam często jakieś fuchy. Teraz prawie wszystkie prace zakończone, montuję jeszcze mały pokaz dla agencji modelek La Modella. Ostatnio często mam styczność z modelkami, głównie dzięki fotografii. Kilka moich zdjęć się spodobało i dostaję zapytania o fotosesje. Żałuję, że nie kupiłem jeszcze oświetlenia studyjnego, miałem to w planach, ale ciągle kasy brakuje. Właśnie to mnie najbardziej w tym miesiącu zyirytowało. Od dwóch lat żadnej podwyżki, trzeba płacić ten cholerny zus (prawie 900zł, a od nowego roku pewnie więcej), mieszkanie, ogrzewanie, prąd, gaz, kredyty. Dupa, niby człowiek coś zarabia, a ciągle sporo brakuje.

Ale ile można narzekać, zaczyna się rok smoka, czyli mój i wiele się wyjaśni, albo się coś ruszy, albo trzeba zamknąć działalność gospodarczą i myśleć o czymś innym. Wciąga mnie coraz bardziej fotografia i chciałbym w tym temacie coś osiągnąć. W tym roku zrobiłem kilka świetnych zdjęć, daje to mnóstwo radochy, mam nadzieję, że zarabiać też się uda.

Dzieci mają teraz wolne od szkoły, założyliśmy duże akwarium, Milena dokupiła rybki – neonki i gupiki, można się gapić godzinami. Dzisiaj namówili nas, że trzeba dokupić do akwarium dodatki, pojechaliśmy do sklepu zoologicznego, dzieci kupiły korzeń (cholera pływa z wierzchu), orzech kokosowy i żabkę. Jest super, lepsze od telewizora.

Na Wigilię byliśmy jak zazwyczaj u mamy i Tomka, więc nie musieliśmy gotować. Elwira chce za to świętować Nowy Rok i zrobiła strasznie długą listę zakupów. Był też Gwiazdor, czy też Santa Claus, albo Died Moroz, przyniósł dzieciom prezenty, wierzą w niego, ale dziwnie już mu się przyglądają i zadają niewygodne pytania.

Dziś byłem u Jacka w warsztacie i okazało się, że wyciekł olej z silnika mojego Punciaka, jak on jeździ, to zagadka. Zamówiłem nową miskę olejową, powinno rozwiązać problem, oczywiście po wymianie miski i oleju. Piszę trochę chaotycznie, ale taki bałagan mam właśnie w głowie, dodaję kilka zdjęć:

   

Pracuje jak osioł

Sporo pracy się zrobiło ostatnio, bo muszę zmontować zaległe wesela, montować na bieżąco programy tv, reklamy i inne zlecenia. Dlatego mam już jakiś syndrom nie wysypania się. Po zakupie obiektywu 50mm/1.4 do mojego Canona okazało się, że ostrość jest ustawiana przed obiektem, wysłałem więc sprzęt do serwisu celem kalibracji. Nazwa serwisu C.S.I. - naprawiają sprzęt, czy rozwiązują zagadki kryminalne? W każdym razie trzeba będzie sporo za to zapłacić.

W najbliższym czasie chcę zmienić wizerunek tej strony, dodać portfolio z filmami i fotografiami, blog pozostanie, może nawet będzie bardziej zauważalny i potrzebny. Będzie też nowa strona główna, bardziej efektowna, chociaż ta dzisiejsza ma ten plus, że wszystko od razu jest jasne i widoczne, ale trochę mnie już znudziła.

Pomyślałem też, aby zamiast pisać teksty opowiadać przed kamerą i w niedzielę, zrobiłem taką próbę - poniżej efekty.

Mój zaniedbany blog, czyli lato 2011

W artykule jeszcze nie wszystkie fotki dodałem, więc jeśli czytasz to teraz, to zajrzyj jeszcze za parę dni.

Choć obiecywałem sobie i Wam, że będę często pisał – raz w tygodniu, to jednak ostatnio zaniedbałem mój ukochany blog. Przyczyna jak zwykle ta sama – brak czasu, dalczego teraz mam czas? Też go nie mam. Piszę śmigając autobusem relacji Kołobrzeg-Warszawa, wsiadłem w Pile, wysiądę (mam nadzieję) w Warszawie, ale to nie koniec tej podróży, bo od razu z Warszawy jedziemy z Michałem Górskim (doktor aktorstwa) do Rybnika, czyli na samo południe Polski. Tam kręcimy film dla pewnej znanej firmy napojowej.

Ale zacznijmy od miejsca gdzie przestałem pisać – było to po I Komunii Świętej Mileny. Kilka dni później było zakończenie roku szkolnego, jednocześnie Elwira rozpoczęła gorączkowe przygotowania do wyjazdu do Rosji. W tym roku trasa jej podróży wiodła przez Petersburg, w którym byli niecałe 10 dni. Nasze dzieci są już w miarę świadome, gdzie się znajdują i co widzą, więc jest szansa, że coś z tego zapamiętają. Zwiedzili miasto, a także Petergof ze złotymi fontannami, płynęli wodolotem, jeździli w białe noce rowerami. Cały czas gościł ich Denis (Elwiry kuzyn), dla którego WIELKIE PODZIĘKOWANIA z tego miejsca. Wrzucam też zdjęcia, które Elwira mi co kilka dni przesyłała. Na wyspie Kamiennyj Ostrov zbudowano niesamowity park z atrakcjami głównie dla dzieci, ja tego nie widziałem, bo to nowość i jak byłem kilka lat temu, to tego nie było, ale patrząc na zdjęcia, jest ciekawie. Batmobil, mistrz Yoda, smoki, postacie z bajek, przejażdżki konne, autkami, dużo różnych atrakcji o szczegóły pytajcie Elwirę lub wybierzcie się sami. Dzieciom bardzo spodobało się muzeum, w którym wypchane są zwykłe i niezwykłe zwierzęta, których nie uświadczysz w zoo, a w naturze to tylko fachowi animaliści mieli okazję podejść. To miasto jest światowym MUST BE dla globetrotterów.

  

   

Ja, jak zwykle, bez urlopu. Elwira przed wyjazdem (nie wiedziała jeszcze czy pojedzie albo ściemniała) podpisała umowę wydzierżawienia terenu na Płotkach jak w zeszłym roku. Na szczęście wzięła ludzi na umowę-zlecenie, ale to na mnie spadło rozkładać, składać, dbać o jej biznes. Telewizja Asta też nie planowała przerwy w programach, więcmiałem trochę więcej pracy. Były też plany rozwinięcia produkcji dla innej telewizji. Pewne rozmowy nadal są prowadzone, więc nie będę wdawał się w szczegóły, choć poszło dobrze, to produkcja nie ruszyła i nadal nie wiadomo.

Samoloty. Jacek (tak chodzi o mistrza mechaniki pojazdowej) ma świetne układy na lotnisku w Krępsku i pozwolono nam nakręcić materiał o Dromaderze. Okazuje się, że Polacy produkowali fantastyczny samolot, który w dużej części wyeksportowano do wszystkich Ameryk, ale u nas też sporo jeszcze lata. Byliśmy kilka razy na lotnisku, kręciliśmy loty, opryski z samolotu, gaszenie pożaru, pilotów, samą bazę, ujęcia z ziemi, z powietrza – rewelacyjne kadry. Aż któregoś lotu z samolotu urwała się Jacka kamera GoPro, którą traktowaliśmy jako wszędzie przyklejkę. Spadła w lesie, pilot dość precyzyjnie określił miejsce. Przeznaczyłem dwa dni na poszukiwania, ale bez rezultatów – zniknęła. Kilkanaście dni później mieliśmy za to pozytywną niespodzankę – w Krępsku wylądowali Niemcy, którzy przylecieli replikami samolotów z czasów I Wojny Światowej. Były to ultralekkie, dwupłatowe konstrukcje z silnikami od samochodów osobowych, głównie Nissana Micry. Ja i Jacek szybko tam dojechaliśmy, nagraliśmy wywiad z Niemcami, a oni zaproponowali nam lot. Na “pierwszy ogień” poleciał Jacek, wydawał się przerażony, ale wylądował zadowolony. Następnie mnie upchano do tego delikatnego ptaszka, jak się oparłem to coś jak by pękło, właściciel z przerażeniem mówi “Nich gut”. Start był rewelacyjny, ale jak się wznieśliśmy pojąłem co to znaczy ultralekka konstrukcja. Każda powietrzna mikrodziurka miotała samolotem na wszystkie strony, ale urok lotu aeroplanem z otwartą kabiną daje niesamowitą frajdę. Jak będziecie mieli kiedyś okazję konieczcie spróbójcie. Wszystkie te przygody możecie (albo i nie) obejrzeć w programie MotoWizja na antenie Tv Asta lub w internecie.

Elwira i dzieci z przepięknego i słonecznego (tak im sie trafiło, choć częściej można trafić na deszcz) Sankt Petersburga pojechali do Kamyszyna, gdzie mieszają jej rodzice. Nie będę się tu już o tym rozpisywał, bo od Kamyszyna zaczął się mój blog, w skrócie – upał, stepy, Wołga, arbuzy, działka, plaża, kąpiele. Trasa wiodła przez Wołgograd, w którym przy okazji zwiedzili Mamajew Kurgan – kompleks cmentarno-pamiątkowy upamiętniający oblężenie i bitwę o Stalingrad. Cały czas słychać tam odgłosy walk, patetyczną muzykę, na ścianie wypisane są wszystkie (na ile było możliwe znać wszystkie) imiona i nazwiska poległych obrońców miasta. Zwieńczeniem kompleksu jest statua “Mać rodina”, czyli “Matka Narodu” – tak jak Amerykanie mają “Statuę Wolności” i pochodnią, to rosjanie zbudowali “Matkę Narodu” z mieczem i dzięki temu mieczowi jest większą statuą, poza tym stoi na wzniesieniu i widoczna jest z każdego miejsca w mieście.

   

Ja w tym czasie kręciłem kolejne odcinki MotoWizji i Tylko Dla Kobiet, reklamy i inne, martwiłem się o pogodę, bo w tym roku na Płotkach nie dało się zarobić. Nakręciłem za to kilka wesel, mogłem się wykazać bo 2 klientów zamówiło filmy długości około 1 godziny. Mój montaż bardzo się spodobał i mam taką dodatkową satysfakcję.

W końcu 13 sierpnia moja rodzinka wróciła z Rosji, 3 dni później Milenka pojechała na obóz sportowy do Zielonej Góry – codziennie 2 razy po 2 godziny akrobatyki i 2 godziny w parku wodnym. Pojechaliśmy do Zielonej Góry odwiedzić Milenę, to tylko 210 kilometrów, ale jedzie się średnio 4 godziny. Ale jak widzę teraz tak w całej Polsce się jeździ, niby drogi robią na EURO2012, ale zostało tak niewiele czasu, powinno być juz gotowe. Lubię jeździć przez centra miast niż obwodnicą i tak też zrobiłem w Świebodzinie i “dzięki Bogu”, bo natknęliśmy się na ssłynną już statuę Jezusa. A ja jak zwykle nie skojarzyłem, że to ten Świebodzin, wydawało mi się to miejsce na tyle abstrakcyjne, że nie możliwe do odwiedzenia. Elwira i Leonard weszli na postument, a ja zrobiłem im zdjęcie. Kiedy wrócili nadciągnęły ciemne chmury. Mieliśmy już odjeżdżać, ale pomyślałem, że przydałby się jeszcze kubeczek ze sklepu z pamiątkami. Wróciłem, żeby go kupić, aż tu nagle, jakieś 50 metrów dalej, uderzył piorun. Myślałem że to nie możliwe, bo “Chrystus” ma na rękach piorunochrony, więc powinny zbierać pioruny, ale natura wie lepiej gdzie “walnąć”. Gdybym nie widział, nie uwierzyłbym. W podskokach wróciłem do samochodu. Potem przyszła taka ulewa, że i tak nie dało się jechać. Trzeba było przeczekać. Okazało się, że pawilonik z pamiątkami jest blaszany i pani boi się tak pracować.

W Zielonej Górze aquapark jest rewelacyjny. Już wcześniej słyszałem, że jeden z ładniejszych w Europie i faktycznie takich atrakcji nigdy wcześniej nie widziałem. Choć cały obiekt nie wydaje się dużo większy niż pilski przybytek, to udało tu się wspaniale rozmieśić dużą ilość różnorodnych atrakcji. Oczywiście jest basen pływacki na osiem torów; kula wodna – to tak jakby nadmuchane gigantyczne pół piłki plażowej, na którą się wchodzi, odbija, spada do wody; ścianka wspinaczkowa – każdy jak chce może się powspinać, bez zabezpieczeń, bo i tak spada do wody; lejek – jedzie się ślizgiem, nabiera prędkości i wpada do lejka w którym się wiruje i wpada do wody; dwa duże ślizgi – dużo większe i bardzo szybkie w porównaniu z tymi w Pile; ślizg falowany – dwie bardzo szerokie ścieżki ślizgu, który jest prosty, ale ma kilka górek; parę innych ślizgów; fala morska – oddzielny basenik z falami; kaskady; różne masaże; kilka większych jacuzi; brodzik i może coś jeszcze, na co nie zwróciłem uwagi. Przy każdym wymienianym elemencie chciałem napisać “rewelacyjna zabawa”, ale to pasuje do wszystkich, więc można określić tak całość. Co ważne, ceny są bardzo przystępne, bo za 2 godziny płaci się 12 zł, w weekend 15, dla dzieci jeszcze mniej. Pławiliśmy się tak długo, że nie zdążyliśmy zwiedzić miasta, ale jedno wiemy, trzeba tam kiedyś wrócić.

Lato, burza i komunia

Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu na moim ukochanym blogu. Ciągle brakuje mi na wszystko czasu, filmuję, montuję, składam, rozkładam trampolinę i dmuchańce, robię reklamy, itd. Niestety nie polepsza to na razie mojej sytuacji finansowej.

Wiosna jest wyjątkowo ciepła i słoneczna, a zdarzają się i krótkie, ale intensywne burze. Podczas jednej z takich burz udało mi się spełnić marzenie z dzieciństwa – sfotografować pioruny.

Milena ciągle ma teraz zajęcia przedkomunijne w kościele. Dzisiaj była pierwsza spowiedź, jutro będzie I Komunia Św. Kończy się szkoła, zaczyna lato, jeszcze nie wiemy, co będziemy robić latem.

Warszawa – Instytut Słuchu

Ponad pół roku czekania i nadszedł czas wizyty w warszawskim Instytucie Słuchu. Pojechaliśmy autem do Bydgoszczy, tam wsiedliśmy w pociąg i do stolicy. Tam metrem dojechaliśmy do instytutu. Kilka badań trzeba było zrobić od nowa na miejscu, bo oni nie wierzą cudzym wynikom, ale wszystko mają tam dość dobrze zorganizowane. Leczyć Elwiry nijak się nie da, pozostaje tylko ryzykowna operacja, jeśli by się zdecydowała, musi czekać ponad rok.

Mieliśmy trochę czasu, więc pospacerowaliśmy po centrum. Spodobała nam się Arkadia – ogromne centrum handlowe. Fajny był Park&Bus, czy jakoś tak – miejsce gdzie parkujesz auto i jedziesz do cetrum transportem publicznym. Były tam ściany z nawrzucanych kamieni do stalowej klatki. Warszawa (o dziwo) jest całkiem ładna. Na straganie, przy Starym Mieście, sprzedają czapki z “Ben10″, niestety nie ma takich z Syreną, czy też miastem.

Wielkanoc 2011

W tym roku na prezenty zarobiła Elwira, ja mam ciągle trudności z opłatami. W radio mówili, że tylko 23 procent Polaków robi prezenty większe, niż czekoladowy zając. W naszej rodzinie zawsze były prezenty – tym razem Leonard dostał deskorolkę, a Milena rolki – zajączek preferuje zdrowy styl życia. Uroczyste śniadanie odbyło się tradycyjnie u mamy, razem z Tomkiem zorganizowali to perfekcyjnie i nawet się nie spóźniliśmy. Elwira i dzieci wstali przed szóstą rano (bo trzeba też było zakapać Leonardowi oczy) i jak zobaczyli prezenty, to już wstali i poszli do kościoła, ja pospałem do ósmej, hi, hi.

Kwiecień plecień 2011

W tym roku kwiecień jest naprawdę jak w przysłowiu, to zimno, to się niby ociepla, to wiatr, to słońce. Kiedy się robi przyjemniej chodzimy na spacery, Leonard polubił fotografować, zrobił mi kilka portretów.

Pierwszego kwietnia miałem kolejne już urodziny, bodajże 35., już się gubię w tych cyfrach, tak dziwnie jest być urodzonym w zeszłym wieku… Dziękuję ludziom, którzy pamiętali o tej dacie i mnie pozdrowili, to miło, szkoda, że nie mogłem się ze wszystkimi spotkać. Choć jeszcze będzie szansa, bo 30. kwietnia mam imieniny i trzeba będzie coś zoganizować.

Wesołe miasteczko

Niedawno w Pile było wesołe miasteczko, wybraliśmy się raz z dziećmi. Nie było tam prawie nikogo, wątpię żeby coś zarobili, a stali ponad tydzień. Ale skoro my wydaliśmy tam nie więcej jak 30zł, to inni pewnie podobnie. Pogoda też jeszcze była nie ciekawa, dość chłodno i wilgotno. Może następnym razem będzie lepiej.

Kuzyn Denis w Pile

Największa niespodzianka tego roku to przyjazd Denisa (Elwiry kuzyna) do Piły. Od dawna się “odgrażał”, że przyjedzie i w końcu kupił bilet na samolot i przyleciał do Berlina, pociągiem do Poznania, a tam ja już czekałem. Denis mieszka w Sankt-Petersburgu, pracuje w branży nieruchomości i elektryki, niedawno urodziła mu się córeczka Mirosława, ale z jej mamą nie dogaduje się, więc raczej są osobno.

 

Na foto: Berliński Dworzec Wschodni. Denis i Elwira.

Sezon wesel otwarty

Już piątego marca nagrałem pierwsze w tym roku wesele. Tym razem klienci zażyczyli sobie także zdjęcia. Jako że się nie rozdwoję, to do kościoła zatrudniłem Sarę (siostrzenicę) – zapalona fotoamatorka, robi czasem fajne portrety swoich koleżanek, z boku znajdziecie link do jej fotografii na Flogu. Na weselu już sobie sam poradziłem ze zdjęciami. Wrzucam tu jedno, ale takie bez twarzy, żeby nie było problemów z osobami na zdjęciach.

Powered by WordPress | Compare Cell Phone Plans for All Carriers. | Thanks to CD Rates, Best Bank Deals and UK Credit Cards