Witam na moim blogu


Sam już nie wiem, po co piszę tego bloga. Może dlatego, że istnieje już ponad dwa lata i szkoda mi skasować kawał mojej historii, więc dopisuję kolejne odcinki.

Ciekawie czasem cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie jak to było.

Czasem piszę też artykuły na inne tematy. Piszę też na Facebooku, więc jakieś zdjęcia i głupotki możecie tam znaleźć - bardziej na bieżąco, ale mniej osobiście i treściwie.

Ekranowy biznes

Wykupiłem ekrany w środku Galerii Kasztanowej, jest ich 8 sztuk. Od tygodnia puszczam reklamy i próbuję reaktywować tę formę reklamy. Niestety poprzednicy nie dbali o oglądalność. Mam kilka pomysłów jak zwiększyć widownię, ale jeszcze dopracowuję szczegóły w mojej głowie. Ale przede wszystkim muszę zbudować bazę klientów, czyli reklamodawców, dzięki którym uda mi się zapłacić czynsz i trochę zarobić. Jak będziecie w Galerii Kasztanowej to przyjrzyjcie się ekranom, idźcie do reklamodawców i napomknijcie, że jesteście tu ze względu na reklamę ;)

  

Oby się powiodło.

Styczeń 2011 imieninowy

Początek roku niesie ze sobą mnóstwo imprez – urodziny siostry Majki, urodziny kuzynki Myni, imieniny Majki, imieniny siostrzenicy Sary, urodziny pani Wandy, urodziny Kamirana i pewnie kilku innych osób. A także imieniny Mileny, które Elwira zorganizowała w swojej pracy – to już prawie tradycja. Tym razem Elwira pracuje w Galerii Kasztanowej i ma zajefajne jeżdżące zwierzaki.

 

Przez ostatnie dwa tygodnie montowałem film dokumentalny o zniszczeniu kościoła Św. Janów w Pile. Autorem jest Piotr Gadzinowski, cieszę się, że udało mi się z nim pracować przy takim temacie. Nagraliśmy materiał z Piotrem jeszcze w grudniu zeszłego roku. Właśnie dzisiaj skończyliśmy film i w najbliższych dniach będzie emisja w Tv Asta. Naprawdę sporo pracy jest przy takim filmie, ale z efektów jestem usatysfakcjonowany.

Nie mam dzisiaj weny, a może po prostu jestem niewyspany i przemęczony, więc do następnego wpisu. A nie zapomnijcie o urodzinach Elwiry – już 3 lutego – kto jest w stanie chodzić, ma przyjść do Galerii Kasztanowej w ciągu dnia  i złożyć życzenia (będzie pyszna kawa i ciastko w Cafe Club).

2010 – podsumowanie

Minął kolejny Nowy Rok, znowu przez pierwszy miesiąc będziemy się mylić wpisując w datach 2010, potem z irytacją będziemy stwierdzać, że siła przyzwyczajenia robi swoje. Zapiszę sprawozdanie z paru ostatnich tygodni. Wigilię, jak zazwyczaj, zostaliśmy zaproszeni do mamy. I bardzo dobrze, bo nie musimy kupować tony jedzenia i męczyć się w kuchni. Zrobiliśmy z Elvirą tylko śledzia w szubie. Chociaż Elvira robiła jeszcze torcik i piernikowy domek. Biorąc pod uwagę, że często nie mam za co kupić porządnego jadła lub wogóle żadnego, to mieliśmy nie lada wyżerkę, a post prawie w całości został zachowany ze względów ekonomicznych. Dzieci wyuczyły się grać kolędy na syntezatorze i uwielbiają je śpiewać. Kiedy jedziemy samochodem (a popsuło mi się radio), to udaje, że włączam radio, a dzieci udają, że w radio grają kolędy i sami śpiewają bez końca… Dziękuję mamie i Tomkowi za te Święta!

 

30 grudnia byłem jeszcze na wernisażu “Salon Pilski ART 2010″ w pilskim BWA. Jak to wogóle było, zadzwonili dużo wcześniej pytając, czy wezmę udział w wystawie – pewnie że chciałem, ale nie wiedziałem jaką pracę pokazać. Chciałem zrobić jakąś zapierającą dech w piersiach fotografię. Do pierwszych prób zaprosiłem Mynię (moją kuzynkę – no, fajna laska). Nie wyszło tak jak bym chciał, zrobiło się ciemno i zimno, trzeba było się ewakuować. Kolejnych prób niestety nie było. W międzyczasie natchnęło mnie, aby zrobić serię fotografii Piły, jako że wieczorami mam więcej czasu, to zrobiłem trochę zdjęć nocnych. Zaproponowałem też w BWA, że pokaże moje filmy, kilka ich powstało w ciągu tego roku, ale nie było już czasu, żeby wieszać tam telewizor. Wybrałem jedno z nocnych zdjęć, bo pieniędzy starczało mi tylko na jedną odbitkę. Cóż pomyślałem, symbolicznie, ale zawsze. Dziś zauważyłem, że znalazłem się na fotografii w artykule w Tygodniku Pilskim, jak miło.

 

Sylwester to dla Rosjan swoista “Wigilia”. Władze sowieckie przeniosły na ten dzień Dziadka Mroza i Śnieżynkę, choinkę i prezenty – było to spowodowane względami ideologicznymi, ale tak już pozostało. My świętujemy Nowy Rok według rosyjskiej tradycji – choć dużo mniej gotujemy i jest dość skromnie, to jednak “prazdnik” jest. Namówiłem Elvirę i dzieci, aby wybrać się na Plac Staszica, koncerty nie wiele nas jednak interesowały, więc przyjechaliśmy jakieś 30 minut przed godziną XII. W tym roku plac był ogrodzony i pilnowano, aby nie wnoszono alkoholu, huliganów wyprowadzano, to dobrze, bo trzeba ludzi nauczyć się bawić z kulturą. My odeszliśmy na bok, aby o północy otworzyć jednak butelkę szampana. Z boku też było dobre miejsce na zrobienie fotografii fajerwerków. Wyszło kilka świetnych zdjęć. Tak o to rodzinnie i twórczo rozpocząłem rok 2011.

  

Nigdy nie składałem obietnic z okazji nowego roku i dalej nie mam takiego zamiaru, ale spróbuję go jakoś podsumować. Na samym początku roku dostałem dotację i założyłem działalność, kupiłem cudowną kamerę Panasonica, nawiązałem współpracę z Astą, poznałem Jacka Tobolskiego, kupiłem wymarzony aparat Canona 550d, moja żona założyła działalność bez dotacji, z niewielką pożyczką i latem szło jej bardzo fajnie, mama wyszła zamąż i zmieniła nazwisko, dzieci coraz lepiej czują się w szkole i przedszkolu, więc sporo dobrego się zdarzyło.

Niestety zdarzyło się też złe: Elvira coraz słabiej słyszy, nijak nie możemy wyleczyć tych uszu, pewnie będzie potrzebny aparat słuchowy, ale trzeba poradzić coś na ciągłe zapalenia uszu. Przeszła nam też koło nosa nieruchomość – dom, który sprzedał wujek komuś obcemu, bo w nas nie wierzył (że damy radę spłacić), szkoda.

Boże Narodzenie 2010

W tym roku byłem na dwóch Wigiliach – pierwsza zorganizowana w Rodle przez firmy Asta. Miło, że mnie – osobę współpracującą zaprosili na imprezę. Był barszczyk z uszkami i kilka przekąsek, ale najsmaczniejszy był sernik – dodali do niego jakiś przypraw korzennych chyba, bardzo smaczny.

Druga Wigilia – tradycyjnie u mamy. Rodzina – Kalinowscy, Cabańscy i Angowscy – w sumie 10 osób i pies. Moje dzieci grały kolędy na syntezatorze, pozostali śpiewali radośnie.

Pozdrawiam wszystkich czytelników, przyjaciół i rodzinę z okazji Świąt Bożego Narodzenia!

Prawdziwa zima

Zima w tym roku jest bardzo przyjazna dla dzieci. Tak, mniej więcej, było za czasów mojego dzieciństwa – śnieg leżał, padał, jeździliśmy na sankach, lepiliśmy bałwany, radości co nie miara. Teraz kiedy słyszę głosy, że śnieg za szybko wypadł, że za długo leży (dopiero początek grudnia), że za duże mrozy, to zastanawia mnie, czy ci ludzie nie mieli dzieciństwa? W sumie, może też bym tak zrzędził gdybym nie widział, jak moje dzieciaki szaleją na sankach – kochają zimę!

     

Zdjęcia z komórki, ale klimat zimy dostrzegalny. Cieszmy się zimą! Chociaż ja też musiałem kupić zimowe opony (dzięki Tomkowi za dwie opony), samochód pali mi trochę więcej drogocennej benzyny, trudniej filmować, czy fotografować na mrozie, muszę dopłacić do ogrzewania za mieszkanie i tak dalej, ale… Cieszę się zimą!

I po wyborach 2010

Wczoraj były wybory, a to znaczy, że za parę dni wszystko wróci do normalności. Ludzie zbyt emocjonalnie podchodzą do tych wyborów. Już przesądzone, że w Pile zmieni się, po trzech kadencjach, prezydent miasta – zostanie nim Pan Głowski. Szczerze mówiąc nie wiem co to za jeden i jak się tu pojawił, skąd przyszło mu do głowy, że zostanie prezydentem Piły, ale ludzie niezadowoleni ze Zbigniewa Kosmatki podchwycili ten pomysł i przepełnieni euforią powtarzali jak mantrę “Głowski, Głowski, Głowski…” Może wiedzą coś, czego ja nie zauważyłem? A może na tyle są ludzie spragnieni odmiany, że ulokowali swoje nadzieje, w najbardziej kompetentnym (po Kosmatce, bo kompetencji mu nie brakuje) kandydacie. Panu Głowskiemu gratuluję wygranej i też mam nadzieję na poprawę atrakcyjności Piły. Chętnie sprzedałbym kilka pomysłów na zwiększenie walorów naszego miasta.

Ja ze swojej strony fotografuję miasto. Zrobiłem na razie pierwszą wieczorną sesję. Jedno zdjęcie trafiło do Życia Piły, zapraszam do czytania, pozostałe możecie znaleźć na facebooku i w galerii picasa. Znajdziecie tam również fotografie plakatów wyborczych, tak na pamiątkę, niektóre są naprawdę zabawne.

Przed chwilą przejrzałem wyniki do Rady Miasta, wyniki z mojego osiedla są szokujące – Paweł Dahlke, który wywiesił kilka dużych plakatów ze swoim miłym uśmieszkiem – zostanie radnym, a ludzie którzy naprawdę działają, ale nie mieli tak wielkich banerów nie dostali się. Jak ludzie wybierają? Najciekawsze plakaty miał Artur Łazowy, który nawoływał, aby zastanowić się przed dokonaniem wyboru, widać mało skuteczne. Najmniej skuteczne plakaty miał Paszyk (widać to po ilości głosów) – na czarnym tle twarz kandydata z bródką, przypominała reklamę jakiegoś horroru. Ale to zdjęcie to wg. mnie hit tej kampani – można je zatutułować “Najlepsza na świecie, jest kampania w szalecie” – tak się reklamuje kandydat na prezydenta miasta, ha, ha, ha. W mojej galerii znajdziecie też kilka, wg. mnie gaf, pana Głowskiego.

GoPro

Jacek, mistrz mechaniki pojazdowej, zapalony motocyklista, zakupił kamerę GoPro Hero HD Motorsport – jest to dość profesjonalna kamera do zdjęć sportów motorowych i ekstremalnych. Sam od dawna się zapatrywałem na tą kamerę, ale nigdy nie zebrałem dość kasy na zakup. Jacek był gotowy do zakupu, pytanie było tylko “która?”, bo są podobne kamery tej klasy: ContourHD, Oregon ATC i Drift HD. Znalazłem film porównawczy:

Jacek zdecydował się na GoPro (nie tylko do mnie przemawia ta jakość) i już kupił, a jako że posiada skuter, wypróbował kamerę w drodze do pracy. No i był wypadek, niestety film usunięty z YT, więc nie zobaczycie. Ostatnio nagrywaliśmy nasz wyjazd do Poznania i to możecie zobaczyć:

Jakość rewelka, do tego kamera działa pod wodą do 60 metrów. Gratulacje dla Jacka. Oglądajcie nas na Tv Asta 19 listopada o godz. 19.15.

Jesienne smutki

Nic specjalnego się ostatnio nie działo, więc nie pisałem. Ale, w końcu, nazbierało się kilka drobiazgów. Jako anegdotę opowiem Wam, że byliśmy w Ikei w Poznaniu i kupiliśmy tapczan. Byłem przekonany, że po złożeniu siedzeń włożę metalowy stelaż do auta, a tu niespodzianka – otwór między kabiną, a bagażnikiem jest okrągły i dość mały. W żaden sposób nie mogłem tego wcisnąć do kabiny, nie mam też bagażnika na dach… A po co mi bagażnik, położyłem po prostu na dach auta. Pożyczyłem taśmę klejącą i przykleiłem karton ze stelażem do dachu. Wyglądało bardzo komicznie, nie ukrywam, że wstyd mi było wsiadać do takiego auta, ale co robić. Miałem też inne obawy: policja, wykopowicze i podmuchy powietrza. Policja faktycznie jechała za nami przez pewien czas, ale chyba uznali, że nie stwarzam zagrożenia. Wykopowicze – nie chcę, aby mnie jakiś internauta sfotkał i naśmiewał się na wykopie, itp. Większy podmuch wiatru mógł zerwać cały ładunek, rzucić go na samochód z tyłu i kogoś zabić. Na szczęście dojechaliśmy powoli, ale bezpiecznie.

Kolejne ciekawe zdarzenie, to powrót Jacka Tobolskiego na antenę Tv-asta w programie MotoWizja. Jacek skreślił mnie z listy znajomych kilka miesięcy temu, bardzo to przeżywałem, bo prawie nie było w tym mojej winy. To takie przykre, gdy ktoś kogo cenisz obraża cię i odrzuca… Do tej pory mam mieszane uczucia, ale jestem dobrej myśli. Program, a nawet planowana seria programów, zapowiada się ciekawie, właśnie go montuję. Premiera jak zwykle w piątek na kanale tv-asta.

Wszystkich Świętych, czyli święto zmarłych, to smutny dzień. Nasza rodzinka była na grobach babć i dziadków, a także w Leszkowie ku pamięci żołnierzy Radzieckich postawiliśmy znicze. Dzieci są przeziębione, więc nie było sensu jeździć i szukać gdzieś dalej.

Niedawno w jakimś filmie usłyszałem, że religia chrześcijańska to “kult zmarłych i brak wiary w siłę jednostki”. Faktycznie pokłaniamy się martwym poczynając od Jezusa, poprzez świętych, kończąc na naszych zmarłych przodkach – chyba nie ma w tym nic złego. Druga teza też się sprawdza, ciągle przecież się powtarza, że nic nie znaczymy, człowiek jest słaby i marny, itp – odbiera się w ten sposób siłę do działania.

Ślub mamy i Tomka

Mama i Tomek postanowili się pobrać. Uroczystość odbyła się w USC w Ujściu, a wesele w hotelu Hołubowski. Ja byłem gościem i fotoreporterem w jednej osobie. Impreza była udana, nie będę tu rozpisywał się w szczegółach, tylko pokażę kilka zdjęć.

Efekty remontu

Remont jeszcze nie skończony, można by powiedzieć, że główny etap został ukończony, tzn. zrobione są ściany, podłoga i sufit, lampy świecą, półka może utrzymać 100 książek – jest już fajnie. Duża w tym zasługa mamy Tomka, inaczej bym jeszcze pewnie zrywał boazerie ;) Sam przyznaje, że przedpokój jest kontrowersyjny, ale mnie się podoba. Pozostało jeszcze trochę do wykończenia, także będzie jeszcze lepiej.

Poszliśmy niedawno na spacer, dzieci na rowerach, ja z Umką. W lesie dzieci nie chciały zjechać z górki, próbowałem ich namówić, dla mnie wydawało się to oczywiste, żeby zjechać. Ja jako dziecko na pewno bym zjechał. W końcu Milena się odważyła, przejechała kilka metrów rower utknął chyba na korzeniu i dziecko przeleciało przez kierownicę… Poniższe zdjęcia zrobiłem przed upadkiem, później była zapłakana buzia.

  

Powered by WordPress | Compare Cell Phone Plans for All Carriers. | Thanks to CD Rates, Best Bank Deals and UK Credit Cards